O autorze
Piszę, co myślę

Wara wam politycy i księża od rozdziału kościoła od państwa

Panie pośle Sellin: kościół nie ma prawa ingerować w politykę. Jeśli to robi (a robi) Polska ma ogromny problem. I tak! – kościołowi nie tylko można, ale nawet trzeba zabronić ingerowania w politykę. A jeśli sam nie rozumie czego mu nie wolno, to uświadomienie mu tego raz na zawsze należy do obowiązków parlamentarzystów. Mówiąc: „Nie ma problemu by kościół ingerował w politykę, nie można mu tego zabronić” udowodnił pan, że nie nadaje się na posła i polityka w liberalnej demokracji, tak jak wielu biskupów i kardynałów nie nadaje się zupełnie na swoje stanowiska.

Kościół ma prawo nauczać czego chce – choć moim zdaniem i tu należałoby wprowadzić zasadę, że nauki kościoła (żadnego, nie tylko katolickiego) nie mogą nawoływać do nienawiści i rzeczy sprzecznych z prawem), ale w świątyniach. Kościół katolicki w państwie jest potężną instytucją, jednak z jej statusem jest pewien problem. Ni to bowiem instytucja prywatna (na to mogłyby wskazywać dość swobodne zasady jej tworzenia, na przykład zapis, że księżmi mogą być tylko mężczyźni, co łamie konstytucyjną równość obywateli wobec prawa lub tajność finansów – organizacje państwowe muszą rozliczać się z każdej złotówki) ni państwowa – reprezentuje na terenie Polski obce państwo Watykan, choć bierze pieniądze bynajmniej nie od watykańskich, lecz polskich podatników i w przypadkach wielu przestępstw, także ciężkich, jak pedofilia czy gwałty na nieletnich nie do końca podlega polskiej jurysdykcji.

Rozdział kościoła od państwa służy interesom obywateli i po to go ustanowiono. W większości liberalnych demokracji stanowi niepodważalną podstawę ustrojową.

Prawo musi być wolne od religii właśnie dlatego by szanowało wolności i prawa człowieka i obywatelskie wszystkich tak samo – bez względu na ich wyznanie, płeć, orientację seksualną i inne cechy.

Religie, w tym katolicka bardzo często mają z prawami człowieka i podstawowymi wolnościami problem: katolicyzm ustami biskupów i niektórych księży zamiast krzewić wartości chrześcijańskie, na które tak lubi się powoływać, jak miłość bliźniego, tolerancja, współczucie i miłosierdzie, szerzy nietolerancję, kryje i wspiera przemoc, także w rodzinie, nierówność płci i nierówność ludzi wobec prawa, cezurę, nienawiść wobec przedstawicieli mniejszości seksualnych, rasizm, antysemityzm i ksenofobię.

Choćby tylko i wyłącznie z tego powodu kościół nie ma prawa mieć najmniejszego wpływu na polityków i stanowienie ustaw.

Innym powodem jest sprawiedliwość.

Zwyczajnie niesprawiedliwe jest, żeby jakaś instytucja miała tak olbrzymie przywileje i władzę (bo wpływ na polityków to władza), na które sobie nie zapracowała, nie zasłużyła. Chamstwo, buta, arogancja i pycha nie powinny być publicznie nagradzane, to demoralizujące. Polacy patrzą na to i widzą, że w przestrzeni publicznej nie opłaca się prawda, dobro, szacunek do innego człowieka, praca i prawdomówność, tylko straszenie, krzyki, szantażowanie, grożenie, przemoc, którą otwarcie posługują się hierarchowie kościoła katolickiego.


Kolejny powód, ostatni, ale bynajmniej nie najmniej ważny: pozwalanie kościołowi na wtrącanie się do polityki, do pracy posłów jest niezgodne z prawem.

Prawo stanowi, że władza ustawodawcza jest niezależna i nie może podlegać niczyim wpływom. To właśnie ową niezależność parlamentarzystów chroni przecież dodatkowo budząca tyle emocji instytucja immunitetu. Próba wpływania przez biskupów na posłów, choćby przez publiczne grożenie prezydentowi – katolikowi ekskomuniką są więc moim zdaniem nielegalne i powinny się tym zająć odpowiednie organy władzy państwowej.

Ponadto wypowiedzi takie jak posła Sellina czy Jacka Sasina, która ośmielił się powiedzieć Barbarze Nowackiej, że ma słuchać głosu kościoła czy jej się to podoba czy nie (co za niewyobrażalna arogancja!), a także cała kupa kłamstw i ignorancji, zwykłych bzdur jakie sprzedał przy okazji mówiąc choćby, że „całe prawo od wieków tworzone jest w oparciu o system moralny zaczerpnięty z nauk kościoła jak nie zabijaj, nie kradnij” świadczą nie tylko o nieznajomości prawa i swoich politycznych i poselskich obowiązków (należałoby się zastanowić czy nie należy wprowadzić procedur pozwalających jawnie niekompetentnych posłów i w dodatku kłamczuchów odwołać, by nie głosili bzdur za nasze pieniadze), ale także o bezmiarze ich niedouczenia i/lub cynizmu.

Katolicyzm przywłaszczył sobie zwyczaje i rytuały, święta i obrzędy pogańskie, a wartości i systemy etyczne ukradł filozofom greckim. Gdyby miał pan/panowie kiedykolwiek w ręku choćby "Etykę Nikomachejską" Arystotelesa może by panowie wiedzieli o czym mowa.

Kościół nie wymyślił dobra i zła, żaden system prawny (oprócz może inkwizycji) nie jest zasługą kościoła.Przeciwnie: kościół zawsze opóźniał postęp: gdybyśmy go słuchali nie byłoby dziś przeszczepów, transfuzji krwi, sekcji zwłok, badań genetycznych, fizyki kwantowej, dużej części nowoczesnej astronomii, psychologii. Nie byłoby rozwoju filozofii i literatury – widzieli kiedyś panowie zlikwidowany zaledwie w latach 60. kościelny indeks ksiąg zakazanych a na nim Woltera, Balzaca, Kanta, Nietzschego, Galileusza, Keplera, Monteskiusza (autora dzisiejszego trójpodziału władz państwowych), Wiktora Hugo czy Mikołaja Kopernika?

Niczego tak nie cierpię jak ignorancji i ciemnoty przebierającej się za wszechwiedzę, niczego tak nie znoszę jak niewiedzy chcącej położyć na wszystkim łapę i głupoty przekonanej o swojej mądrości, chcącej mówić, ba!- nakazywać wszystkim dookoła, także, a może przede wszystkim, dużo wrażliwszym i dużo mądrzejszym od siebie - jak żyć.

Tacy posłowie, taki kościół, jeśli nie dopilnujemy Polski, rozniosą ten kraj od środka tak, że nie zostanie tu kamień na kamieniu. No, może poza kilkoma kapiącymi od złoceń kościołami.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...