O autorze
Piszę, co myślę

Nie chcę kłamców w telewizjach

Fejsbukową akcję „Nie chcemy widzieć Dariusza Oko w telewizji” szanuję i popieram. Mało tego: dziękuję z całego serca tym, którzy tę stronę założyli, rozpoczęli społeczną debatę i domagają się żeby przestano traktować kłamców i/lub propagandzistów (mowa jest także o Tomaszu Terlikowskim) jak równoprawnych dyskutantów debacie publicznej. Nie idzie o poglądy, bo te każdy ma prawo mieć własne. Nie idzie nawet o epitety, bo porównywanie (co czyni nader często Terlikowski) oponentów do nazistów, na początku straszne, po jakimś czasie nikogo już nie oburza i trąci groteską. Zresztą, pal sześć złe porównania i nadużywanie wielkich kwantyfikatorów. Ale udzielanie bezpłatnego czasu antenowego kłamcom – powtórzę to raz jeszcze dla spotęgowania efektu – Świadomym Kłamcom, którzy korzystają z tego narzędzia by manipulować, wprowadzać w błąd i oszukiwać opinię publiczną jest niedopuszczalne. Kto tego nie rozumie, kto to robi, żeby uzyskać oglądalność nie nadaje się na dziennikarza.

Ceną za życie w demokracji którą chętnie płacę (choć nieraz to „chętnie” kosztuje zaciskanie zębów) jest słuchanie w telewizji i radiu głupców. Współczuję im, bo na własną głupotę człowiek niewiele może poradzić, w końcu – jak mawiał nieodżałowany „Kisiel” – „Gdyby głupiec wiedział, że jest głupcem, musiałby przestać nim być. Stąd wniosek, że każdy idiota jest przekonany o własnej inteligencji i nieomylności”.

Nie mogę jednak znieść zapraszania do mediów kłamców, i to takich, o których prowadzący wiedzą, że celowo wprowadzają odbiorców w błąd, podając zmyślone dane lub wymyślając historie, których nikt nie jest w stanie zweryfikować od razu, w czasie trwania programu na żywo.

Oczywiście Terlikowski czy Oko to tylko niewielka próbka takich "osobistości" przewijających się każdego dnia przez programy publicystyczne. Nie chodzi o to, żeby imiennie chłostać, ale sami Państwo wiecie ilu jest takich polityków - wielu przeprasza późniejza swoje kłamstwa wygłaszane na antenach i płaci odszkodowania (oczywiście nie robią tego z przyzwoitości, tylko zmuszeni wyrokiem sądu). Co jednak komu z przeprosin, kiedy cel - wprowadzenie opinii publicznej w bład, zaszczepienie jej fałyszywego przekonania, zniesławienie i oczernienie przeciwnika politycznego, został osiągnięty. O tym rzecz jasna kłamcy świetnie wiedzą. Ba - to jest właśnie główna przyczyna, dla której kłamią!


Po co się wysilać, harując na dobry wynik swojej partii lub organizacji (jak w przypadku kościoła katolickiego), po co budować wiarygodność latami, skoro wystarczy nakłamać na temat ludzi i instytytucji oferujących lepszy program, lepsze rozwiązania!

To niedopuszczalne, żebyśmy w przestrzeni publicznej traktowali takie głosy i taki sposób "dyskusji" na równi z rzetelną, merytoryczną debatą.

Telewizja, mass media nie tylko relacjonują rzeczywistość, one także – a nie wiem, czy nie jest to dziś ich główne zadanie – prowokują debaty na tematy polityczne, religijne i społeczne, wpływają na świadomość i kształtują, wręcz tworzą opinie – milionów ludzi. To wielki przywilej, ale także, a nawet przede wszystkim, ogromna odpowiedzialność.

Jeśli ktoś zaprasza do studia oszusta i kłamczucha, to znaczy, że tego nie rozumie i powinien zmienić zawód.

Bo nie wystarczy wygłosić opinii, trzeba ją także umieć uzasadnić prawdziwymi danymi, faktami, własnymi przemyśleniami oraz wyłożyć w rozsądny, logiczny i wiarygodny sposób. Kto tego nie potrafi, niech nie chadza do mediów. Kto tego nie rozumie, niech nie prowadzi programów.

W końcu nie każdy musi. I nie każdy powinien.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...