Wątpliwości wyszły z mody

Napisałam tekst, w którym próbowałam przekazać państwu, że problem uchodźców skupia jak w soczewce przede wszystkim kłopoty jakie my, Polacy mamy ze sobą. I że przyjmowanie uchodźców musimy zacząć od siebie - bo jak mamy ich przyjąć , skoro siebie samych, Polacy Polaków, nie potrafimy przyjąć - z naszymi lękami, fobiami, wątpliwościami i odmiennymi punktami widzenia. Jak mamy znaleźć rozwiązanie problemu strachu przed fundamentalizmem islamskim, skoro tu, w Polsce hodujemy najgorszy z możliwych fundamentalizmów: postawy skrajne posunięte do absurdu i absolutny brak świadomości, że na jedną sprawę może istnieć wiele (tak!) równouprawnionych punktów widzenia. Sądząc po ilości i jakości sensownych polemik myślałam, że udało mi się cel osiągnąć, gdy do akcji wkroczył redaktor Michał Gąsior z portalu natemat.

Sposób w jaki pan Michał Gąsior streścił moje poglądy na temat przyjmowania w Polsce uchodźców, a raczej swoje wyobrażenie na temat moich poglądów (http://natemat.pl/156687,eliza-michalik-zostanie-bohaterka-prawicy-mocny-glos-ws-uchodzcow-boje-sie-kultury-gwaltu) zwrócił moja uwagę jako wyjątkowo nierozumny, a zarazem wyjątkowo reprezentatwny dla sposobu prowadzenia debaty publicznej w Polsce. Nieuczciwość intelektualna, chodzenie na skróty, manipulacje odbiorcami - choćby poprzez krzykliwe tytuły nie mające pokrycia w tekście, a nade wszystko wypaczanie intencji autorów (w tym przypadku moich) cytowanych tekstów to bowiem plaga tak powszechna, że - jeśli mogę użyć staromondego powiedzonka mojego dziadka - aż mi za to wszystko wstyd.



Jak możemy, my liberalni dziennikarze, zarzucając ultrakonserwatywnym liderom opinii oszołomstwo, agresję i zakłamanie, robić to samo: kłamać lub przekręcać ile wlezie, byle tylko pokazać, że po drugiej stronie stoi ten gorszy, że moja racja, jest bardziej racją niż Twoja. Wątpliwości i rozumny osąd najwyraźniej wyszły z mody.

Prostuję więc (jakbym w piątkowy wieczór nie miała nic lepszego do roboty).

W moim tekście wyraziłam wątpliwości wobec wyznawców islamu w co najmniej w dwóch obszarach: wolności słowa i praw kobiet i próbowałam powiedzieć, że - ludziom których życie jest zagrożone trzeba pomagać, ale z głową, przeprowadzając wcześniej odpowiednią weryfikację i mając na to dobry plan.

Drugim przesłaniem mojego tekstu było, że my, tak przeciwnicy, jak i zwolennicy przyjmowania uchodźców, powinniśmy wreszcie zacząć naprawdę ze sobą rozmawiać i naprawdę się słuchać. Ponieważ Polska to nasz wspólny dom i musimy go urządzić znośnie dla nas wszystkich, niezależnie od wyznawanych opinii, poglądów, wierzeń, płci wieku i wszystkich innych różnic.

Próbowałam także przekazać, że wyzywanie przeciwników przyjmowania uchodźców od rasistów, zamiast podejmowania trudu wysłuchania ich, zrozumienia ich lęków i obaw (bo przecież agresja zawsze wypływa z lęku), wytłumaczenia lub pokazania - ale spokojnie i z szacunkiem - dlaczego mogą się mylić, prowadzi tylko do eskalacji polsko-polskiej przemocy.

Oczywiście prawica jest równie nierozumna lżąc wszystkich którzy chcą przyjmować uchodźców od "lewaków" i "pożytecznych idiotów", ale - na miłość Boską - czegóż wymagać od prawicy! Wymagajmy od siebie, skoro tak się wysoko cenimy, i chwalimy własną tolerancję, uznając zasdę, że "komu więcej dano od tego więcej się wymaga" (gdyby ktoś nie odczytał: tak, jest w tym spora dawka autoironii).

Próbowałam wsadzić kij w mrowisko i obudzić do myślenia, do prawdziwej rozmowy. Zamiast tego obudziłam redaktora Gąsiora. I przekonałam się, że wątpliwości, rozterki oraz rzetelne dziennikarstwo, najwyraźniej odeszły do lamusa, razem z resztkami zdrowego rozsądku utraconymi w pogoni za "klikalnością.
Trwa ładowanie komentarzy...